The West Highland Way: Rowardennan do Crianlarich

Dzień 3

Dzień rozpoczęliśmy przyjemnym spacerkiem przez las. Od czasu do czasu pojawiały się prześwity i mogliśmy podziwiać Loch Lomond. Sielanka. Nic nie zapowiadało, że w kontekście całego wyjazdu będzie to nasz najcięższy dzień.

twhw-szkocja-loch lomond-widok

Przez dłuższą chwilę idziemy leśnym duktem. Trasa nie jest wymagająca i można spokojnie iść obok siebie oddając się rozmowie, co tez czynimy. Choć tematów nie brakuje, z dużą radością przyjmujemy zmianę typu trasy na bardziej urozmaiconą i kamienistą ścieżkę. W końcu dzień zaczyna nabierać rumieńców. Jesteśmy już niedaleko pierwszego z punktów gdzie wyznaczyliśmy dłuższy postój – wodospad w Inversnaid.

twhw-szkocja-loch lomond-widok 2

Po spałaszowaniu jabłek, ciasteczek, bananów i wypiciu sporej ilości wody poczuliśmy się lepiej. Chociaż nogi powoli dawały się we znaki. Urozmaicona ścieżka jest fajna, ale tylko przez pierwsze pół godziny ;)

twhw-szkocja-loch lomond-wodospad

Nie wiem czemu, jakoś się nastawiłam, że wodospad jest w połowie trasy, i że później będzie już łatwiej… miała być wąska kamienista ścieżka nad brzegiem jeziora i była przez ostatnie 1,5 godziny… Jak bardzo się myliłam! Kolejne 1,5 godziny, ścieżka coraz bardziej wąska, w końcu robi się z tego lekka wspinaczka góra-dół, góra-dół. Przeciskamy się co chwila między wielkimi głazami i konarami, pokonujemy drabinki, mostki, duze plecaki nie ułatwiają zadania, kolana bolą, stopy też… co my to mówiliśmy 3 godziny temu? Że super? Że w końcu ciekawa trasa? Taaak… No ale cóż, trzeba przełknąć tę żabę, nie ma wyjścia, jest tylko droga do przodu. Zaciskamy żeby i idziemy, kiedyś musi się to skończyć. Grunt, że nie ma upałów.

twhw-szkocja-loch lomond-drabinka

Uff… wychodzimy na trawiastą polanę. Nareszcie miękka ścieżka pod nogami. Wygląda, że to już koniec naszych męczarni… Ale czy na pewno? Po krótkiej wędrówce po przyjemnym podłożu docieramy do rozdeptanego błota. Ścieżka znika, jak okiem sięgnąć błoto. Najgorsze jest to, że jesteśmy na lekkim pagórku i nie widać gdzie dalej biegnie ścieżka. Stajemy na 5 minut i studiujemy mapę. Nie wiele nam to daje. W końcu podejmujemy decyzję przejścia po murku z kamienia – przynajmniej jest wyższy, więc może zauważymy gdzie iść dalej. Rzeczywiście, murek okazuje się być dobrym wyborem i już po chwili, w której zamieniamy się w linoskoczków z plecakami, docieramy do suchego miejsca. Przed nami ścieżka i wspaniały widok na jezioro. Powoli już czas się z nim żegnać.

twhw-szkocja-loch lomond-bagno

Dalej obyło się już bez większych przygód, ale mieliśmy jeszcze spory kawałek do przejścia i kiedy dotarliśmy do Inverarnan mieliśmy już dość. Zaczęło padać, zjedliśmy wszystko co mieliśmy do zjedzenia, w tym batony energetyczne z czekoladą, które skutecznie poprawiły nam humory. Ostatecznie postanowiliśmy poczekać w lokalnym pubie na autobus, który miał nas zabrać do Crianlarich na nocleg. Na szczęście deszcz się gdzieś przyczaił i mogliśmy usiąść na zewnątrz. Lokalny pub, był pełen historii, na które głównie składały się wypchane zwierzęta i tony kurzu, ale kufle były czyste, a Guiness wyśmienity :)

twhw-szkocja-loch lomond-guiness

Tuż przed wejściem do naszego B&B słońce pięknie zakończyło ten męczący dzień, kładąc ostatnie promienie na zboczach gór. Nie był to jednak widok sielankowy, deszcz, jak licho, nie śpi i gdy tylko zatrzasnęliśmy drzwi, nadciągnęła ulewa, która ścigała nas sinymi chmurami. Jak dobrze być w suchym, ciepłym miejscu i napić się kakao. Wygraliśmy :)

twhw-szkocja-loch lomond-crianlarich

trasa: Rowardennan – Crianlarich (do Inverarnan pieszo / autobus do Crianlarich)

nocleg: Inverardran House Bed and Breakfast / nasza ocena 7,1