The West Highland Way: Glen Coe

Dzień 6

I oto nadszedł dzień bardziej leniwy. Nie musimy zabierać wszystkiego, zostajemy w Kinlochleven na drugą noc.

Plan od początku był prosty: wracamy do Glen Coe, żeby jeszcze raz spojrzeć na widoki, które widzieliśmy z autokaru dnia poprzedniego.

Udało nam się przeżyć zmasowany atak meszków na przystanku autobusowym i szczęśliwie dotarliśmy do Glen Coe Village. Znaleźliśmy pieszy szlak i ruszyliśmy w drogę, nie do końca wiedząc gdzie idziemy, ale też nie mieliśmy wyraźnego celu.

Takie wyprawy mają swój urok. Nie trzeba się spieszyć, nie trzeba szukać drogi, wystarczy iść, napawać się tym co przynosi trasa i swoim towarzystwem. Jako pierwszą atrakcję napotkaliśmy „prawie jednorożca” :)

twhw-szkocja-glen coe-jednorozec

Po około godzinie marszu, udało nam się dotrzeć do Glen Coe. Pogoda różniła się od poprzedniej i zamiast ciepłego słońca, nad doliną wisiały niskie chmury, tworząc klaustrofobiczną scenerię.

twhw-szkocja-glen coe-w chmurach

twhw-szkocja-glen coe-clachaig inn

Zanotowaliśmy w pamięci, że po drodze mamy przytulny pub, w którym można się rozgrzać i coś zjeść i postanowiliśmy pójść kawałek doliną, póki nie pada.

twhw-szkocja-glen coe-w chmurach 1

Widoki, choć tak różne, były nadal przepiękne. Otoczeni górami i zamknięci we mgle mogliśmy lepiej odczuć atmosferę tego pięknego, ale i tragicznego miejsca. Dolina Łez, bo tak brzmi jej polska nazwa, była świadkiem wstrząsającego mordu jakiego jeden klan dopuścił się na drugim. Wybito wszystkich, nie oszczędzając kobiet i dzieci… Dziś, historia ta nadal żyje i można ją zgłębiać w muzeum, w Glen Coe Village. My jednak ograniczyliśmy się do naszej wyobraźni, którą spotęgowała mgła.

twhw-szkocja-glen coe-rzeka

Pomimo tak złej sławy, dla nas Dolina Łez pozostanie miejscem magicznym. Pięknym i majestatycznym, w każdych warunkach pogodowych. A jako, że najlepiej zwiedzać ją wypożyczając samochód, na pewno jeszcze kiedyś tu wrócimy.

Magiczności tego dnia dopełniło jedzenie. Kolejne miejsce, które utwierdziło nas w przekonaniu, że legendy o niesmacznej brytyjskiej kuchni są wymysłem ludzi o zamkniętych umysłach i ograniczonych horyzontach.

Clachaig Inn przywitał nas nowoczesnym wystrojem z nutką nostalgii, pysznym piwem rzemieślniczym i jedzeniem… cóż to był za gulasz z dziczyzny… jeśli będziecie w okolicy, koniecznie należy się tam wybrać na małe bądź duże co nie co.

twhw-szkocja-glen coe-glen coe village

Wróciliśmy do Glen Coe Village po swoich śladach. Na miejscu przekonaliśmy się jak wspaniała jest szkocka pogoda – nigdy nie wiadomo jaka scenerią zaskoczy nas ten sam krajobraz. Tym razem, z połączenia mgły, słońca i nadciągającego deszczu namalowała dla nas przepiękne widoki. I pomyśleć, że coś takiego można zobaczyć czekając na autobus.

twhw-szkocja-glen coe-glen coe village 1

Do Kinlochleven podrzucił nas miejscowy Szkot. Sam z siebie zatrzymał się przed nami na przystanku i zapytał czy podrzucić. Okazało się, że nie jest wielbicielem transportu publicznego i, tym samym, jak tylko może, to zabiera stopowiczów.

twhw-szkocja-glen coe-kinlochleven

Po drodze mogliśmy podziwiać pięknie oświetlone stoki gór, które jutro miniemy po drugiej stronie zboczy – nasza droga wije się w dolinie za nimi.

twhw-szkocja-kinlochleven-wodospad

Po krótkim odpoczynku postanowiliśmy pójść na spacer po okolicy i zobaczyć lokalną dumę – wodospad. Ponieważ zaczęło się ściemniać, nie pozostało nam nic innego jak wrócić do naszej hobbiciej chatki na odpoczynek przed jutrzejszym przejściem do Fort William.