The West Highland Way: Crianlarich do Bridge of Orchy

Dzień 4

Wczorajszy dzień daje nam się we znaki. Ja mam zakwasy, a M. zdarł pięty. Mamy lekki kryzys i poważnie rozważamy podjechanie połowy drogi autobusem. Postanawiamy sprawdzić rozkład po śniadaniu.

Pan właściciel przynosi wcześniej zamówione specjały. Oczywiście naszym faworytem jest black pudding i dżem z czarnej porzeczki domowej roboty.

Na do widzenia ucinamy sobie z właścicielem krótką pogawędkę o Włochach, których mijaliśmy na trasie i ostatecznie nocowaliśmy w tym samym B&B, i o ich nowiutkich butach powodujących masakrę stóp. Pan właściciel wzruszając ramionami stwierdził, że nie rozumie czemu nie noszą dwóch par skarpet… bingo! nie skorzystamy transportu. M. zakłada drugą parę skarpet, moje zakwasy jakoś się rozchodzą, podejmujemy wyzwanie i ruszamy pieszo.

twhw-szkocja-beinn dorain-widok

Początek trasy jest ciężki. English breakfast ciągnie nas do dołu. Trzeba się rozruszać. Jak to zwykle bywa, po pierwszej godzinie nabieramy drugi oddech i już możemy cieszyć się dniem. Na szczęście dla naszych nóg trasa jest dość płaska i prowadzi przez łąki. Możemy odpocząć i nacieszyć się pięknymi widokami. Stada owiec są wszędzie. Wyglądają jak głazy porozrzucane w trawie.

twhw-szkocja-beinn dorain-owce

Dochodzimy do malowniczego jeziorka. Jesteśmy dość poważnie zaskoczeni widząc kamienna ławkę z napisem, że z tym jeziorem związana jest legenda o Pani z Jeziora i Excaliburze. Przewodnik słowem się o tym nie zająknął, a wspominał o bitwie z IXw., która rozegrała się w pobliżu i też doczekała się kamiennej ławeczki. Ostatecznie jesteśmy bardzo zadowoleni z poczynionego odkrycia. Kto by przypuszczał, że podążamy śladami legendy o Królu Arturze!

twhw-szkocja-pani z jeziora

W okół jeziorka pięknie pachnie sosnami i wrzosem. Jakoś o tym zupełnie nie myśleliśmy planując wyjazd we wrześniu, ale jesteśmy zachwyceni za każdym razem, gdy napotykamy kępy wrzosów – to trzeba zobaczyć. Piękne wrzosy to nie jedyna atrakcja dnia. Na środku ścieżki czekała na nas Highland Cow! Nareszcie zobaczyłam ja na żywo i to z odległości, która była równie niespodziewana, co niekomfortowa. Przynajmniej dla nas. Zwierz natomiast był wyraźnie ukontentowany poruszeniem jakie budził w piechurach i gwiazdorzył na całego, powolnie żując i obrzucając wszystkich zblazowanym spojrzeniem, ledwie widocznym zza bujnej grzywki. Była urocza :)

twhw-szkocja-beinn dorain-highland cow

Beinn Dorain gwiazdorzył nie mniej niż Highland Cow i całkowicie podbił moje serce. M. tez był pod wrażeniem, chociaż ostatecznie inna góra wygrała jego względy, ale o tym innego dnia. Beinn Dorain został pieszczotliwie nazwany przez nas Ben Buką i takiego tez go zapamiętaliśmy. Majestatyczny, lekko naburmuszony i kapryśny, ciągle zmieniający nastroje swoich stoków, wrażliwy na pogodę, w słońcu prawie radosny, lekko złoty, w chmurach groźny i posępny. Bez wątpienia to on rządzi w okolicy, a jego humor dominuje cały pejzaż.

twhw-szkocja-beinn dorain

Trasa może nie była bardzo stroma, ale ostatecznie wcześniejszy dzień zaczął nam o sobie przypominać i z wielka ulgą dotarliśmy do naszego noclegu. Hotel Bridge of Orchy był spełnieniem naszych marzeń o ciepłej kąpieli, wygodnym łóżku i miękkim kocu z shetlanda. Ugościł nas pysznym jedzeniem i lokalnym piwem w pubie. Był to zdecydowanie najlepszy nocleg w najlepszym możliwym momencie i długo będziemy go wspominali jako punkt zwrotny w naszym samopoczuciu.

twhw-szkocja-bridge of orchy-hotel

trasa: Crianlarich – Bridge of Orchy (pieszo)

nocleg: Hotel Bridge of Orchy / nasza ocena 8,8