The West Highland Way: Bridge of Orchy do Kinlochleven

Dzień 5

Z lekkim żalem rozstawaliśmy się z Bridge of Orchy, w końcu mieliśmy okazję zaznać odrobiny luksusu. Ostatni raz spojrzeliśmy za siebie mijając mostek. Ot, taki melancholijny początek dnia.

twhw-szkocja-beinn dorain-bridge of orchy

twhw-szkocja-bridge of orchy-mostek

Jednak odcinek trasy, który był przed nami ekscytował nas od samego początku i już nie mogliśmy się doczekać spotkania z wrzosowiskiem – Rannoch Moor. Zanim do niego dotarliśmy, czekał nas urokliwy i słoneczny spacer w okolicach jeziora Tulla.

twhw-szkocja-loch tulla

Loch Tulla wygrało plebiscyt na najbardziej urokliwe jezioro jakie widzieliśmy. Ten widok będzie nam towarzyszył już zawsze. Gdyby ktoś nam powiedział dzisiaj, że ten dom jest nasz, jutro siedzielibyśmy w samolocie gotowi w nim zamieszkać!

twhw-szkocja-strumyk

Pogoda była przepiękna, więc gdzie tylko się nie obróciliśmy widoki były poetyckie. Mickiewicz zapewne nie omieszkałby popełnić jakiegoś sonetu, my jako mniej uzdolnieni i pozwolimy zdjęciom mówić za siebie.

twhw-szkocja-loch tulla-trawa

Wreszcie Rannoch Moor. Długo wyczekiwane. Podobno szczęściem jest trafić tam na brak deszczu. To ogromne pustkowie znane jest w okolicy z kapryśnej pogody, a gdy pada, strugi deszczu są poziome i żadnego schronienia, trzeba iść na przód.

twhw-szkocja-rannoch moor

Rzeczywiście beztroski i lekki klimat Loch Tulla rozpłynął się gdzieś za nami i na niebo nadpełzły chmury. Jednak mieliśmy dużo szczęścia i wrzosowisko zaszczyciło nas jedynie wiatrem i zimnem, oszczędzając nam deszczu.

twhw-szkocja-rannoch moor-strumyk

W polskich górach na darmo szukać takich krajobrazów. Szczyty majaczące w oddali z każdej strony i rozległy, lekko pofalowany teren. Ogromna przestrzeń. Od czasu do czasu wijące się strumyki, kępy wrzosów, ale głównie trawa i niebo i my.

twhw-szkocja-rannoch moor-ba bridge

Na końcu Rannoch Moor, czekał na nas równie długo wyczekiwany widok – Buachaille Etive Mor – góra idealna. I rzeczywiście, zdjęcia nie kłamały, The Buachaille widziany z odpowiedniej perspektywy jest jak piramida. Gdyby poprosić dziecko o narysowanie góry, narysowałoby dokładnie The Buachaille. Byliśmy urzeczeni zieloną mgłą mchów z których wyrastał idealny, granitowy kształt, zryty żlebami. Piękno, symetria, majestat.

O ile ja pozostałm jednak wierna chumorzastemu Ben Buce, o tyle Michał zostawił swoje serce pod Buachaille Etive Mor. I tak każde z nas znalazło w Szkocji swoją górę :)

twhw-szkocja-glen coe-buachaille etive mor

Wielka Brytania to kraj ludzi, który kochają naturę, a ona jest zawsze gdzieś w pobliżu i łatwiej ją zaobserwować. W Polsce granica między cywilizacją, a przyrodą jest ostrzejsza. Zapewne to lepiej, że mamy w naszym kraju miejsca, gdzie zwierzęta są zupełnie dzikie, jednak miło było obejrzeć kruka czy sarnę na wyciągnięcie ręki. Na zdjęciu półoswojone sarny koło King’s House – na dzwięk silnika odpowiedniego samochodu przybiegają na jedzenie.

twhw-szkocja-glen coe-sarny

Zmęczeni długim marszem zatrzymaliśmy się na gorącą czekoladę w King’s House, a później poszliśmy na autobus, którym chcieliśmy się dostać do Kinlochleven na nocleg. Właściwie wydawało się, że dzień wrażeń już za nami, a jednak… Przejazd przez Glen Coe – Dolinę Łez – okazał się być czymś, czego długo nie zapomnimy. Widoki były takie, że właściwie nie umiem ich opisać, przestałam robić zdjęcia po pierwszym i siedzieliśmy zauroczeni, z otwartymi ustami, chłonąc to co widzimy każdą częścią nas. Żeby zrozumieć, trzeba samemu pojechać i to zobaczyć.

twhw-szkocja-glen coe

Kiedy jeszcze wychodziliśmy z szoku, którego doznaliśmy w Glen Coe, oczom naszym ukazał się kolejny widok… z przystanku autobusowego w Glen Coe Village…

twhw-szkocja-glen coe village

Wrócimy tam…

trasa: Bridge of Orchy – Kinlochleven (Bridge of Orchy – King’s House pieszo / King’s House – Kinlochleven autobus)

nocleg: Glamping Pods / nasza ocena 5,4 (bardzo biwakowo)