Szkocja: Glasgow – Fort William

Dzień 1

Pierwszy dzień rozpoczęliśmy bez widoków, ale od razu z atrakcjami. Najpierw nasi dwaj kierowcy musieli oswoić się z ruchem lewostronnym, a następnie, jako przetarcie, ruszyliśmy na śniadanie do knajpki znalezionej wcześniej na trasie z hotelu przy lotnisku do Trossachs Park – The Farm at No. 12

Trossachs Park

Trossachs Park, a dokładnie jego północno-zachodnie rejony, były celem naszej poprzedniej wyprawy opisanej w serii postów: The West Highland Way. Tym razem większą ekipą i samochodem postanowiliśmy odwiedzić kilka nowych miejsc i ostatecznie dołączyć do trasy, która pokonywaliśmy wcześniej pieszo, żeby dostać się do Fort William.

Na początek jednak odwiedziliśmy zakątek, który pozwolił nam rzucić odległe spojrzenie na Ben Lomonda (jedyny szkocki szczyt jaki zdobyliśmy – wyprawa na Ben Lomond). Chcieliśmy też pokazać reszcie ekipy widoki, jakie dane było nam podziwiać poprzednim razem i przywitać się z Loch Lomond.

brzeg Loch Lomond – widok na Ben Lomond

 

Po krótkiej rewizycie „starych kątów” ruszyliśmy w nieznane zakątki Trossachs Parku. Jako nasz cel upatrzyliśmy sobie Three Lochs Forrest Drive , z którego odchodziło kilka króciutkich szlaków. Plan wydawał się idealny, jednak w rzeczywistości pogoda była deszczowa i zimna i nie specjalnie nastrajała do spacerów. Udało nam się zrobić jeden spacer nad Loch Drunkie i podjęliśmy decyzję o jechaniu dalej.

 

szlak nad Loch Drunkie

 

Rannoch Moor

Po chwilowych perturbacjach związanych z deszczem i przymusowym postojem w oczekiwaniu na otwarcie drogi, dotarliśmy znowu w miejsce już znajome, ale widziane z innej perspektywy – Rannoch Moor

Jest to jedno z najdzikszych miejsc Szkocji i niezmiennie zachwyca nas swoją surowością, zmiennością światła i bogactwem roślin i zwierząt, ukrytych przed nieuważnym obserwatorem. Warto zatrzymać się przy drodze i odejść dwa kroki dalej, bo przypadkiem można odkryć zupełnie niespodziewane widoki!

 

spojrzenie w stronę Bridge of Orchy – ostatniego przyczułka przed Rannoch Moore

wrzosowisko bywa chłodne i ponure…

… ale bywa też sielankowe i pełne radości

 

Glen Coe

Na zachodnich krańcach Rannoch Moor, dokładnie na drodze z Glasgow do Fort William, leży prawdopodobnie jedna z najpiękniejszych dolin Szkocji, znana też dzięki filmowi „Skyfall” – Glen Coe. Marzyliśmy o powrocie w to miejsce samochodem, gdyż niestety szlak pieszy dokładnie przez całą dolinę nie prowadzi i najlepiej podziwiać ją właśnie z samochodu, zatrzymując się na licznych punktach widokowych.

Na sam początek wita nas Wielki Pasterz – Buachaille Etive Mor, ulubiona góra M., zwana też przez nas po prostu „zer Górą”. Niezmiennie zachwyca swym majestatem i kształtem. Nieodmiennie mamy skojarzenia, że gdyby kazać dziecku narysować górę, narysowałoby własnie Wielkiego Pasterza. Góra idealna, jak malowana, jedyna taka.

 

Buachaille Etive Mor – Wielki Pasterz

 

Gra świateł jest niesamowita i pozwala zapomnieć o zmęczeniu, głodzie i innych potrzebach, które osiągnęły powoli stan krytyczny. Wiedząc, że przystanek jest już niedaleko, dzielnie stawaliśmy na każdym punkcie widokowym i mierzyliśmy nasze fotograficzne umiejętności z aurą.

 

Glen Coe – za każdym zakrętem nowy zachwyt…

… a słońce jest gdzieś niedaleko

The Pap of Glen Coe i owce

 

Na sam koniec dość pochmurnego i deszczowego dnia, żegna nas słońce, rzucające miękkie promienie na malutki, ale malowniczy Stalker Castle, który, jak się zorientowaliśmy na miejscu, po dokładnym przyjrzeniu mu się, ku naszej nieopisanej radości, okazał się być zamkiem Aaargh z Monty Pythona :D To musiał być dobry omen i był, kolejne dwa dni świeciło cudne słońce :)

 

Stalker Castle = Aaargh Castle!