Hiszpania: Sierra Nevada – Los Cahorros

Byliśmy bardzo ciekawi Los Cahorros. Zdjęcia jakie widzieliśmy w internecie sugerowały nam, że warto się tam wybrać. Postanowiliśmy sprawdzić osobiście.

Dojazd

Dotarcie do szlaku okazało się wyprawą sama w sobie. Z opisu trasy wynikało, że powinniśmy zatrzymać się na parkingu w miasteczku Monachil i stamtąd wyruszyć dalej pieszo. Dojazd z Granady do Monachil nie jest skomplikowany, ale przejazd przez samo miasteczko przyprawił nas o trochę nerwów. Google Maps postanowiło spłatać nam figla i nie wzięło pod uwagę, że główna droga, która biegnie przez Monachil, i przy której jest parking, jest jednokierunkowa. W kierunku, oczywiście, przeciw położnym ;]. Zmusiło nas to do wjazdu bez nawigacji w plątaninę wąskich, lokalnych uliczek.

Tylko dzięki uprzejmości pewnego lokalesa udało nam się uniknąć wjechania w miejsce, z którego ciężko byłoby się wygrzebać. M. miał ciężką przeprawę za kierownicą. Ostatecznie parking został znaleziony. Okazało się jednak, że znalezienie wejścia na szlak także nie jest prostym zadaniem i kluczyliśmy dobrą godzinę.

Post factum: parkować należy w okolicach restauracji Restaurante El Puntarron. Darujecie sobie w ten sposób szukanie szlaku i 30 min spaceru po ulicy.

 

Szlak

Pierwszy etap szlaku to dość zwyczajny spacer między terenami, które przypominają ogródki działkowe, choć chyba nimi nie były. Po około półgodzinnym marszu zaczyna się odcinek najciekawszy, ze względu na który w ogóle warto do Los Cahorros się wybrać.

hiszpania_los cahorros_mostek

Wiszący mostek 2 – Los Cahorros

Na pierwszy ogień czeka nas kilka przepraw przez wiszące mostki. Kilka z nich jest dość długich na tyle, żeby dostarczyć fajnych wrażeń. Niepokojąco się bujają, ale nie wiszą nad bezdenna przepaścią, więc nie są ekstremalne. Są też dość szerokie i raczej w przyzwoitym stanie, więc nie powinny odstraszać co bardziej bojaźliwych wędrowców.

Po mostkach czas na trochę gimnastyki. Trzeba przedostać się wąskim murkiem wzdłuż skał po klamrach. Trasa nie jest długa, ale bardzo fajnie angażuje intelektualnie i fizycznie. Jest wiszenie na klamrach, wspinanie się, schodzenie, przechodzenie na kolanach i krótkim tunelem. Mileliśmy poczucie, że jesteśmy w małpim gaju dla dorosłych :) Co ważne, trasa w żadnym momencie nie jest niebezpieczna. Oczywiście, można się potknąć i coś tam uszkodzić, ale ryzyko takiego zdarzenia nie jest większe niż przeciętnie w górach.

Samo przejście szlakiem nie obfituje w spektakularne widoki. Kończy się ono w dość uroczej dolince, gdzie można chwilę odpocząć i pogrzać się na słońcu.

hiszpania_los cahorros

Dolinka na końcu szlaku

Nasze źródło informacji zakładało powrót inna trasą, ale po przydługich poszukiwaniach nie udało nam się odnaleźć właściwiej drogi. Ewentualnie ją znaleźliśmy ale była zamknięta, ciężko stwierdzić. Ostatecznie zdecydowaliśmy się wrócić tą sama trasą, którą przyszliśmy, co było niewątpliwie minusem wyprawy.

hiszpania_los cahorros

Krótki spacer „na dziko”

Podsumowując ten szlak, nie wiem czy mocno polecamy, ale jeśli jesteście w okolicy, to można odwiedzić. Nie jest on długi, chociaż nam z błądzeniem w poszukiwaniu parkingu, później wejścia na szlak, a później drogi powrotnej zszedł cały dzień. Być może też dlatego nie wspominamy tego dnia, aż tak dobrze jak Boca de la Pesca.