Chorwacja: Dubrovnik i wyspa Hvar

Kolejny wyjazd z biurem podróży „Praca”. Tym razem udało się wziąć 1 dzień wolnego i urwać 3 dni zwiedzania, bo od poniedziałku zaczyna się praca: hotel, spotkania, kolacje… ale zanim to nastąpi, czas na moją pierwsza przygodę z Chorwacją.

Podróż rozpoczynam sama z Warszawy, z Kierowcą-Bombowcą spotkam się we Frankfurcie i drugą część podróży do Splitu będziemy już lecieć razem. W Splicie nic nie zwiedzamy, będzie czas po konferencji, żeby się rozejrzeć po okolicy. Po małym postoju na lotnisku pędzimy do wynajętego samochodu, ładujemy walizki i ruszamy na południe, do Dubrovnika. Chcemy tam spędzić noc i od rana zwiedzić miasto.

Split – Dubrovnik

Podróż podzielona jest licznymi zakrętami, widoki piękne, ale… no właśnie, miała być autostrada, miało być szybciej, a wyszło z zakrętami. Do tego robi się ciemno i widoki za oknem zamieniają się w czarny ekran. Nie pozostaje nic innego jak jechać cierpliwie do celu.

gdzieś w Chorwacji

Po drodze kontrola paszportowa, na moment jesteśmy w Bośni i Hercegowinie. Przyznam się, że jakoś nie sprawdziłam dokładnie mapy i kiedy padło hasło Kierowcy-Bombowcy „Szykować paszporty!” gruchnęłam śmiechem i z lekkim powątpiewaniem badałam czy to kolejna szydera… ostatecznie przekonali mnie wyłaniający się z ciemności strażnicy graniczni. No cóż, Kierowca-Bombowca nie miał do mnie żalu, a w rekompensacie poszydził trochę z tego, że myślałam, że szydzi. Zniosłam to dzielnie, ostatecznie wiozła mnie dzielnie kreta drogą.

Dubrovnik

Hotel znajdujemy bez problemu. Śpimy w Hiltonie. Sponsorem są punkty hotelowe Kierowcy-Bombowcy uzbierane na licznych wyjazdach. Porzucamy bagaże, samochód, wcinamy wszystkie ciasteczka powitalne z poduszek i ruszamy w miasto na jedzenie i wino.

Kolejnego dnia rano wnioski nasuwają się same: chorwackie wino powoduje wstrętnego kaca. Ale nie czas się mazać. Śniadanie i ruszamy z aparatami na łowy. Dubrovnik podglądamy z poziomu ulicy, a później obchodzimy starówkę spacerem po murach obronnych. Gdyby chcieć opisać to miasto w kilku słowach, byłyby to: piaskowiec, czerwone dachy, koty i pranie :)

Usatysfakcjonowane sesją zdjęciową siadamy na obiad w jednej z restauracji. Dostajemy przepyszne ryby. Naładowane energią postanawiamy wjechać samochodem na wzgórze, do którego przytulony jest Dubrovnik, a następnie rozpocząć podróż w kierunku Splitu. Po drodze chcemy jeszcze odwiedzić wyspę. Droga na szczyt jest wąska i kręta. Kierowca-Bombowca ma okazję wykazać się kunsztem i zapracować na swój pseudonim.

Drvenik

Na nocleg zatrzymujemy się w miejscowości, z której odpływa prom na wyspę Hvar. Udaje nam się bardzo sprawnie dogadać z chorwacką rodziną, która wynajmuje pokoje. My po polsku, oni po chorwacku, moja znajomość rosyjskiego wsparła zrozumienie niektórych słów, no i mamy nocleg :)

Rano zrywamy się wcześnie żeby zdążyć na prom. Pogoda nie jest zachęcająca, ale nic nas nie powstrzyma przed zrealizowaniem planu. Wjeżdżamy na prom, parkujemy samochód i zaczyna się godzina bujania. Prom planowo pokonuje trasę w 30 min, ale fale są tak silne, że woda wlewa się burtami. Nad lądem czarne chmury, ale nad wyspą niebo znośne, poza tym, nie da się już zawrócić, trzeba dopłynąć.

Wyspa Hvar

Szczęśliwie wylądowałyśmy na brzegu i ruszyłyśmy przez całą wyspę, żeby dotrzeć do miasta Stari Grad. A tam… mała powódź. Woda im z przystani się do miasta wylała. Widać było, ze zdarzenie niecodzienne, ale tez nie niepokojące, bo lokalni siedzieli spokojnie w kawiarniach i jedyną ich reakcją było podnoszenie nóg, jeśli woda podeszła za blisko. Po 30 min od naszego przyjazdu woda zaczęła się cofać i wszystko wróciło do normy.

Powrót promem był już spokojniejszy. Dość szybko byłyśmy na lądzie i pokonując znajome już zakręty dotarłyśmy szczęśliwie wieczorem do hotelu. Czas było się wyspać i od rana rozpocząć pracę.

Do Chorwacji na pewno jeszcze wrócę. Na pieczone kasztany :)